Przepiękny wystrój bloga zawdzięczam Szczególnie niewidocznej. z bloga "Skrawek nieba." Jeszcze raz Ado, dziękuję bardzo za poświęcony czas. ♥ Szablon jest przepiękny.

piątek, 25 maja 2012

Dziewiętnaście.


-Zaufanie? - zapytał zaskoczony. Najwyraźniej zbiłam go z tropu. Cóż, trudne pytanie po ciężkim weekendzie? Też się zdarzają, jednak trzeba stawić im czoła. Skinęłam tylko lekko głową. Nie miałam ochoty, mówić więcej. Bałam się, że w pewnym momencie może mi zadrżeć głos. Sama nie wiem czy z nerwów czy też z żalu. Nie wiem. - Zaufanie... - odchylił się delikatnie na drewnianej ławeczce, prawą dłonią mierzwiąc swoje, kruczoczarne włosy. Rozmyślał, rozważał co powinien powiedzieć. Bał się? Bał się tego, że może coś zepsuć. Spokojnie, więcej rozwalić się nie da. - Są na świecie ludzie, którzy znaczą dla nas wiele. Osoby, którym mówimy o wszystkim wiedząc, że one to zrozumieją, nie wyśmieją. Wiemy, że ci ludzie akceptują zarówno nasze zalety jak i wady. Tolerują każdy głupi wybryk i zachowanie... - mówił, patrząc przed siebie, jednak mnie już nie było nic więcej w tym momencie potrzebne. Wystarczył sam początek jego rozważania, żebym mogła stwierdzić, czy tak naprawdę mi ufał. Powoli wstałam z ławeczki i założyłam torbę na ramię. Nic więcej od niego, nie chciałam. Nie chciałam żadnych wyjaśnień, czy też tłumaczeń z podtekstem „Ale, ja chciałem dobrze”.
 Przepraszam, całym moim sercem przepraszam, jednak w tym momencie to tylko ja sama wiem, co dla mnie jest dobre. Nikt, żadne człowiek dookoła nie może powiedzieć czego pragnę czy też co czuję. Nikt w tym mieście nie zna Ann Lee-Palmer, jej życia przed przeprowadzką. Nikt nie wie kim jest i co tu robi, więc tym bardziej, żadna istota nie ma pojęcia, jakie wartości są dla niej dobre.
Poprawiłam czarny pasek, który spoczął na moim ramieniu i zwinnie wyminęłam ławkę. Nie miałam nawet odwagi spojrzeć na chłopaka, bałam się co mogę zobaczyć w jego oczach, albo raczej czego już nie zobaczę. Bałam się, że zabraknie mi tej pewności i radości, która emanowała od niego podczas każdego naszego spotkania. Podczas przerwy na drugie śniadanie, czy wypadu na łyżwy.
-Ann – chłopak zniżył ton swojego głosu, a jego ciepła dłoń, wylądowała na moim zmarzniętym nadgarstku. Kolejny dreszcz, przemknął po moim ciele, a ja nie wiedziałam co powinnam zrobić. Wyrwać rękę i wybiec z sali? Tak, możliwe, że nie byłoby to złe rozwiązanie, jednak pewna cząstka mnie. Ta, najmniej egoistyczna i samolubna, podpowiadała gdzieś tam w główce, że powinnam sobie z nim wszystko wyjaśnić. Powinnam dać mu szanse wytłumaczyć. Pozwolić powiedzieć wszystko, co ma mi do wyjawienia i dopiero odejść. Chociaż nie, tutaj nie kierowałam się dobrym sercem a raczej ciekawością. Ciekawością, jak wiele mogę się jeszcze dowiedzieć, jak wiele zataił żeby stworzyć to „lepsze dobro” – Zrozum… ja, chciałem dobrze – wyszeptał, natomiast ja jak poparzona wyrwałam dłoń z jego uścisku.
-Chciałeś dobrze? – zapytałam zaskoczona jego słowami, chociaż można było się spodziewać czegoś takiego. Ponoć każdy człowiek, zatajając jakąś informację na swój temat, robi to dla czyjegoś dobra. Raz dla swojego, innym razem dla innych, jednak twierdzi, że ma na celu ułatwienie życia zapominając, że prawda kiedyś i tak ujrzy światło dzienne. Nie ma znaczenia czy drugi człowiek dowie się o tym dzisiaj, czy jutro, a może jednak za dziesięć lat, kiedy żyjąc w zgodzie nagle wszystko się zawali. Pojawią się łzy i ból, spowodowane brakiem zaufania. – Co dobrego, widziałeś w ukrywaniu prawdy, na swój temat? Co chciałeś wskórać? Osiągnąć? Ponieważ nie wydaje mi się, żebyś wstydził się tego, kim jesteś. Występujesz przed kamerami! Ogląda cię cały świat, a mnie nie potrafiłeś powiedzieć prawdy o sobie? Nic, nie rozumiem – szepnęłam kręcąc głową na prawo i lewo.  Wzrok miałam utkwiony w parze czarnych traperów, które jak co dzień rano założyłam wychodząc do szkoły. Nie potrafiłam spojrzeć na chłopaka. Bałam się tego, co mogę zobaczyć w jego oczach, czy też, jak wiele on będzie mógł dowiedzieć się o mnie. Poznać moje uczucia i obawy. Twarz człowieka, była jak otwarta księga, z jego oczu ust czy nawet drgnięć policzka można było wyczytać praktycznie wszystko. Począwszy od stanu zdrowia, skończywszy na uczuciach, które tliły się gdzieś tam, na samym dnie serca.
Chłopak wypuścił głośno powietrze i wstał z niewielkiej ławeczki.
-Ann, spójrz na mnie – nakazał jednak ja nie zareagowałam. Brunet westchnął cicho i wsadził obie dłonie do kieszeni, swoich brązowych spodni, których nogawki widziałam kątem oka. – Wiem, że to wszystko, głupio wyszło ale zrozum, ja naprawdę chciałem dobrze…
-Już to mówiłeś – podniosłam wzrok, przerywając mu w połowie zdania. Chociaż już nie oglądałam swoich butów, to moje oczy skupiły się raczej na tym, co było za chłopakiem, a nie na nim – Chciałeś dobrze, ale powiedz wreszcie, co takiego dobrego, widziałeś w ukrywaniu tego, że śpiewasz w One Direction? – ponagliłam bruneta, przestępując z nogi na nogę. Jego czekoladowe tęczówki przebijały mnie na wylot. Chociaż nie widziałam, że na mnie patrzy to czułam jego wzrok na sobie, czułam jak  ciepło, ciekawość i w pewnym rodzaju współczucie, płynące z jego oczu, ogarniają moje ciało.
-Nienawidziłaś nas – wypalił, a ja poczułam, jak coś we mnie pęka. Poczułam, że każdy zatajony fakt był spowodowany tym, że jakiś czas temu skrytykowałam ich piosenkę.
-Nigdy… - przerwałam na chwilę żeby zastanowić się co, tak naprawdę powinnam powiedzieć. Prawda była taka, że nie przepadałam za muzyką jaką tworzyli, praktycznie nie słuchałam ich piosenek i nie wiedziałam nic, na ich temat. Nie interesowałam się, ile wydali płyt, czy jakie to nowe ploteczki piszą o nich brukowce. Nie należałam do nastolatek, które przejmowały się życiem celebrytów, bardziej niż swoim. Większość czasu spędzałam na basenie oraz grając, co było równoznaczne ze słuchaniem muzyki. Jeżeli podobała mi się jakaś piosenka, to zapisywałam tytuł i wieczorem, przed spaniem szukałam jej na Internecie, żeby móc kolejny raz usłyszeć jej brzmienie, treść czy jakąkolwiek inną cząstkę, jednak na tym kończyło się moje zainteresowanie gwiazdami. Pochłaniały mnie tylko ich dzieła, a nie całe życie. - …nigdy nie powiedziałam, że was nienawidzę – dokończyłam zgodnie z prawdą. Kiedy pierwszy raz w głośnikach szkolnego radiowęzła rozbrzmiały dźwięki zwiastujące „What makes you beautifull” pomyślałam, że szykuje się kolejny hit tygodnia, że później dzieciakom przejdzie i nie będę musiała słuchać, tej piosenki. Nie podobała mi się, nie podobał mi się jej tekst, czy też melodia. Była dla mnie bezuczuciowa. Słysząc te przyjemne, męskie głosy, miałam wrażenie, że śpiewają to, co ktoś im kazał, a nie, to co czują.
-Ale, przecież… - chłopak zaczął, a ja marszcząc delikatnie brwi, pokręciłam głową na prawo i lewo.
-No co? Powiedz, czy kiedykolwiek szepnęłam chociaż słowo, na temat mojej antypatii do was? – wzrok, który dotychczas utkwiony gdzieś w  widok za chłopakiem, powoli przeniosłam na jego twarz. Chciałam zobaczyć jego reakcję, chociaż bałam się, to ciekawość przejęła wodze i tym razem, pozwoliłam jej, aby ściągnęła mnie na drogę do piekła.
Widziałam, jak przez jego smukłą twarz, przez usta i oczy przechodzi zmieszanie, zaskoczenie. Widziałam, jak przygryzając wargę, stara się opanować zdenerwowanie, które zaczynało brać górę nad naszą dwójką. Wiedzieliśmy, że musimy ze sobą porozmawiać, jednak dla żadnego z nas, nie było to łatwe. Ja nie miałam ochoty słuchać, jak chłopak opowiada, że jest mu tak strasznie przykro, że chciał mojego szczęścia! Litości. Jeżeli druga osoba chce twojego dobra, to chyba, nie komplikuje sobie życia zbędnymi kłamstwami.        
Zayn wypuścił głęboko powietrze i ponownie usiadł na brązowej ławce, która cicho zaskrzypiała.
-Kiedyś powiedziałaś Niallowi w samolocie, że nie lubisz naszej piosenki a później w kręgielni słysząc jej tytuł, na twojej twarzy pojawił się taki… - zatrzymał się jakby szukając odpowiedniego słowa – Taki niesmak. Wyglądało to jakbyś…
-Malik! Co ty gadasz? – wrzasnęłam, słysząc słowa chłopaka. Miałam tego wszystkiego już dość. Czy ten chłopak, był naprawdę taki bojaźliwy? Wstydził się tego, kim jest? Nic nie rozumiałam z całej tej, jego gadaniny. – Słyszałam tylko jedną waszą piosenkę, która mi się nie podobała! No okej, ale czy to od razu oznacza, że nienawidzę waszego zespołu?
-Nie o to chodzi… – Zayn wywrócił oczami, jakbym nic nie rozumiała. Jakbym nie pojmowała jego trybu myślenia, jakbym była z innej planety. Wiecie o co chodzi, ja z Wenus on z Marsa.
-To powiedz mi, o co chodzi –zdenerwowana odsunęłam się od pianina i powoli podeszłam do okna wbijając wzrok w widok, który rozpościerał się po drugiej stronie ulicy. Pokryty śniegiem park. Pusty, smutny, samotny. Zimą nikt go nie odwiedzał, dopiero dzisiaj, pierwszy raz od początku zimy, spadł w Bradford śnieg, upragniony biały puch, tak długo wyczekiwany przez młodzież i unikany przez kierowców.
-Bałem się, że nie zrozumiesz – powiedział wolno, wstając z ławki i podchodząc do mnie. Teraz oboje przyglądaliśmy się parkowi, dużym drzewom i długim alejkom, po których latem przechadzały się setki mieszkańców.
-Czego miałam nie zrozumieć? – zapytałam poirytowana, odwracając się w stronę chłopaka. Czy on naprawdę, miał mnie za taką pustą i głupią egoistkę? No cóż, dobrze wiedzieć. – Miałam nie zrozumieć tego, że jesteś celebrytą? Proszę cię…
-Tu nie chodzi o to, że jestem celebrytą – przerwał mi w połowie zdania, odwracając się twarzą w moją stronę. Przez chwilę przyglądał się mojej twarzy, jakby czekając na jakąkolwiek oznakę złości czy też czegokolwiek innego. Jednak ja pozostałam niewzruszona. Cierpliwie odliczałam sekundy w czasie ciszy, która panowała w sali. Zayn lewą ręką potarł nasadę nosa i przymknął delikatnie powieki. – Jak już powiedziałem w wywiadzie, byłaś jedyną dziewczyną, która widząc mnie, nie rzuciła się z piskiem podczas naszego pierwszego spotkanie. Każda inna łasiłaby się jak wariatka a ty, z tego co widziałem w twoich oczach, miałaś ochotę mi przywalić. Zawsze patrzyłaś na mnie jak na równego sobie, nigdy nie wywyższałaś, czy nie przejmowałaś się tym, czy ludzie na nas patrzą. Pasowało mi to, podobało mi się takie normalne życie. Życie, w którym mogłem być Zaynem Malikiem bez masy fanów, płyt i koncertów. Pamiętasz, chciałem powiedzieć ci w stołówce, myślałem, że sama szybko się zorientujesz, jednak nic takiego się nie stało, a później… Późnie już, zaczęło mnie kręcić normalne życie i nie było jak powiedzieć… - irytowało mnie to jego gadanie. Z każdym wypowiedzianym słowem, tempo kołysania się mojej głowy na prawo i lewo przybierało na mocy.
-Bo to, że nie wiedziałam było ci na rękę! A co, poczułeś się jak zwykły nastolatek! Tylko, że ja teraz ci nie ufam, skoro ty nie ufałeś mi na tyle, żeby powiedzieć prawdę o sobie – wyminęłam chłopaka i skierowałam się w stronę wyjścia. Nie miałam siły, ani ochoty drążyć tego tematu.
-Nie tylko ja miałem sekrety! – usłyszałam krzyk chłopaka, kiedy to moja dłoń wylądowała na zimnej, metalowej klamce. Zatrzymując się, po chwili gwałtownie zwróciłam się w jego stronę. Serce waliło mi jak szalone, wiedziałam do czego nawiązywały jego słowa i jakimi argumentami mnie za chwilę zaatakuje. – Ty też nie powiedziałaś mi prawdy o sobie Ann Lee-Palmer! – jego głos stał się donośniejszy a ja miałam wrażenie, że za chwilę głowa eksploduje mi na tysiące kawałków. – Nie powiedziałaś, nic na temat tego dlaczego tu jesteś! Też musiałem się sam dowiedzieć! – zbliżył się do mnie a ja przygryzłam delikatnie policzek od wewnętrznej strony. Kiedyś mama powiedziała mi, że jest to dobra metoda na powstrzymanie płaczu, odwracanie uwagi mózgu od uczuć psychicznych i zwracanie na partie fizyczne.
-Tylko wiesz, jaka jest różnica pomiędzy mną, a tobą?! – wysyczałam przez zęby, czując jak łzy nachodzą mi do oczu. Nie, nie popłaczę się przy nim. Powiem, co mam do powiedzenia, wyjdę i dopiero dam upust emocjom. – Ty nic nie straciłeś! Nie zostałeś sam! Masz przyjaciół i nikt, nie kazał ci, ich porzucić! Masz wszystko to co ja miałam! Rodzinę, przyjaciół i sławę, może o stokroć większą, ale ludzie z twojej branży cię szanują, tak jak szanowali mnie, a teraz?! Co mi zostało?! Ty, nic nie rozumiesz! Jesteś zbyt pochłonięty sobą, żeby zrozumieć! – wrzasnęłam i przykładając dłoń do ust wybiegłam z sali muzycznej. Nie reagowałam na wołanie chłopaka, którego najwyraźniej sumienie ruszyło i chciał przeprosić, jednak  teraz było za późno na przeprosiny. Myślałam, że znalazła w Zaynie przyjaciela, bratnią duszę, która pomoże mi pogodzić się z odejściem rodziców, wniesie do mojego życia światło. Jednak nie, on musiał rozdrapać rany, które jeszcze nawet się nie zagoiły, rany z których co noc leciała krew, przepełniona smutkiem i tęsknotą. Jak, kogoś takiego, można było nazwać przyjacielem?
___________________________________________

Witam wszystkie czytelniczki, które wiernie czekały aż mój brak weny zostanie przezwyciężony i stworzę coś, co mogę pokazać światu. Jak widzicie, rozdział nie jest najdłuższy porównując go do poprzednich, jednak mój doradca, moja prawa ręka stwierdziła, że pora już zakończyć. Więc ja, posłuchałam się Gabrielli i postanowiłam resztę 'akcji' przekazać wam w późnijeszym terminie.
Chciałabym podziękować za to, że jesteście, czekacie i czytacie. Dziękuję za miłe komentarze i naprawdę obszerne opinie. Nawet nie wiecie jak bardzo lubię czytać te wasze pomysły co może dalej się wydarzyć, jak potoczą się losy czy też jak bardzo mnie zachwalacie, chociaż ja naprawdę nie wiem za co. Znowu dziękuję za każde słowo, nawet to najkrótsze. Dziękuję z całego serca ♥

Muszę wam powiedzieć, że od 14 czerwca znikam na około miesiąc i prawdopodobie w przeciagu tych 27 dni, kiedy mnie nie będzie żaden rozdział się  nie pojawi. Jedynie do dnia wyjazdu, postaram się coś naskrobać, żeby nie zostawić was na ponad sześć tygodni bez lektury. Mam nadzieję, że sobie poradzę.

Jeszcze tak na zakończenie, żeby nie przedłużać. Pomyślałam sobie ostatnio, że może któreś z was chciałyby poznać Aleksję, chciałyby się dowiedzie czegoś o blogu, czy też o mnie, więc postanowiłam wam podać mój numer gg. Oto on: 8868969. ♥ Dziękuję, dobranoc.

niedziela, 13 maja 2012

Osiemnaście.


Rozlane mleko utworzyło na drewnianej podłodze nieciekawą plamę, miska leżała wywrócona do góry dnem przykrywając większość mojego śniadania a ja niczym ten głupi piesek, który służy za pseudo ozdobę samochodu, kiwałam głową na prawo i lewo. Chociaż nie, te pieski kiwają góra, dół, góra, dół. Dobra mniejsza.
Najważniejsze, że nie mogłam uwierzyć w to co się działo, nie mogłam zrozumieć dlaczego los się tak na mnie uwziął i rani mnie co chwilę. Kiedy tylko zaznaję szczęścia on zaczyna ze mnie kpić. Niszczy wszystko, rozwala na drobny mak jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, jakbym była do tego stworzona, przyzwyczajona.
Jednak czy ktokolwiek na świecie został stworzony do cierpienia? Przecież każdemu należy się odrobina szczęścia, radości. Najwyraźniej jestem tym ułomnym przypadkiem, który nie zasługuje na bycie stale szczęśliwym. Podejrzewam, że wszechwiedzący obserwator, który widziałby moją reakcję popukałby się tylko w głowę i pomyślał: „Co ta laska odwala?! Dostała taki dar od losu, poznała wielką gwiazdę, a narzeka i wkurza się na bieg zdarzeń! Wariatka!”
Jednak, czy aby na pewno, darem było poznanie tego człowieka? Tak, racja wnosił on słońce do mojego szarego życia, sprawiał, że się uśmiechałam i miałam ochotę iść następnego dnia do szkoły nie obawiając się, że kolejny raz nazwie mnie ktoś narkomanką czy zabije swoim podłym wzrokiem. Przy nim czułam się taka pewna, żywa. Możliwe to dlatego, że nie znałam tej tajemnicy, tajemnicy jaką był zespół. W sumie to, dlaczego to całe One Direction dostało już u mnie metkę sekretu? Przecież, nikt tego przede mną nie zataił, gdyby tylko naszła mnie ochota, mogłam wpisać w wyszukiwarce internetowej nazwę tego całego boy bandu i dowiedzieć się o nim wszystkiego, jednak ja ich unikałam. Unikałam zarówno muzyki jak i informacji związanych ze światem wykonawców, światem, który od pewnego czasu stał mi się tak bliski. Praktycznie codziennie poznawałam historie z życia tej całej piątki. Słuchałam jak wiele razem przeżyli w sferze prywatnej, a nie zawodowej. Gdzie razem byli i co zobaczyli. Wiedziałam o nich więcej niż niejedna fanka, jednak tak naprawdę ich nie znałam. Chociaż, może byli ludźmi o dwóch twarzach? O obliczu dla publiki i dla przyjaciół?
-Tak więc panowie, już niedługo ma się pojawić wasza pierwsza płyta*. Pierwsze trzynaście piosenek, które w stu procentach są tylko wasze – z zamyślenia wyrwał mnie głos mężczyzny, który od dłuższego czasu przeprowadzał wywiad z moimi znajomymi, jeżeli mogę ich tak nazwać.
-O nie! – odezwał się lekko oburzony Liam, brązowooki chłopka, który siedział pomiędzy Malikiem a Horanem najwyraźniej w żadnym calu nie zgadzał się ze stwierdzeniem dziennikarza – Te piosenki są tylko przez nas śpiewane, oczywiście wkładamy w to sto procent siebie, jednak nie byłoby ich bez wielu osób, które nam ciągle pomagały i pomagają. Dziękujemy im wszystkim z całego serca, ponieważ bez nich nic by się nie udało. To nasze wspólne dzieło. – uśmiechnęłam się delikatnie. Zayn często powtarzał, że Liam jest człowiekiem honorowym, że nigdy nie owija w bawełnę i kiedy trzeba to potrafi przyznać się do prawdy. Mądry człowiek, który zawsze bierze odpowiedzialność za swoje czyny i słowa.
-No tak, ekipa pracowała zawzięcie w przeciągu kilku ostatnich miesięcy i jesteśmy pewni, że wasz krążek stanie się hitem zarówno w Anglii jak i na całym świecie – tym razem odezwała się kobieta, która dotychczas ginęła przy swoim towarzyszu, nie wdając się w rozmowę z chłopakami. – Fanki z zniecierpliwieniem czekają na premierę, ale też na czacie, który od rozpoczęcia programu jest dostępny zadają różne pytania, niekoniecznie związane z płytą. Na początku obiecaliśmy, że jeżeli zgodzicie się, to zostaną one zadane, więc czy chcielibyście na nie odpowiedzieć? Wszystko zależy od was – brunetka przeglądając coś w niewielkim tablecie, który spoczywał na jej kolanach wyczekiwała odpowiedzi chłopaków.
­-Zależy, jakie są te pytania… ­- zaczął Liam.
-E tam! Odpowiemy na wszystkie, spokojnie Liam  - Louis, który dotychczas tylko uśmiechał się głupio do kamery, przejął sprawę w swoje ręce.
-Właśnie, fajnie będzie – tym razem po pokoju rozszedł się głos szczęśliwego Irlandczyka, który delikatnym klepnięciem w ramię, chciał dodać otuchy przyjacielowi.
-Dobra, jak chcecie – Liam wywrócił oczami przystając na pomysł kumpli. Możliwe, że zachowywał się trochę zbyt poważnie jednak Malik zawsze powtarzał, że to właśnie on stara się trzymać zespół na ziemi, stara się żeby żaden z nich nie zrobił nic głupiego. Jest takim ojcem całej ekipy, ojcem który chce dobrze dla swojej rodziny.
-Tak więc… - kobieta podniosła wzrok znad urządzenia i przyjrzała się uważnie całej piątce. Po jej minie widać było, że wybrała już pytanie, które zadała jedna z fanek – Pierwsze pytanie zostanie skierowane do Zayna, gdyż pojawiło się on już kilkanaście razy na czacie… - spojrzała na bruneta a on tylko uśmiechnął się delikatnie i poprawiając swoją pozycję na kanapie, chciał pokazać, że jest gotowy aby udzielić odpowiedzi.
Moje serce, które od pewnego czasu latało jak szalone  w tym momencie zatrzymało się jakby z obawy, ze strachu czego jeszcze mogę dowiedzieć się o Zaynie z tego głupiego, porannego programu. Wciągnęłam głęboko powietrze i chwilowo wstrzymując oddech, w myślach ponaglałam brunetkę, która najwyraźniej swoim denerwującym przedłużaniem chciała zbudować tak zwaną atmosferę.
-W ostatnim czasie wielokrotnie widziano Cię w towarzystwie pewnej dziewczyny. Pewne źródła donoszą, że spędzacie ze sobą praktycznie każdą wolną chwilę. Fanki, chciałyby wiedzie, czy ty i ta dziewczyna to coś poważnego? – zapytała wreszcie a moja szczęka rozchyliła się delikatnie. Wiem, że to może zabrzmieć narcystycznie, jednak prawda była taka, że kobieta o imieniu Kate właśnie zapytała się Malika o nasze stosunki. Zapytała się o to przed kamerami, przed całym światem, przed Bradford. Chciała poznać zarówno jego, jak i moją prywatność. 
Czujne oko kamery zgrabnie przerzuciło się z kobiety, najpierw  na chłopaków, a następnie idealnie przybliżając na Zayna, wyczekiwało odpowiedzi. Odpowiedzi, która w tym momencie tak wiele znaczyła zarówno dla nas, jak i dla fanek, które pewnie piszcząc jak oszalałe nie potrafiły wysiedzieć przed telewizorem. Zjadała je ciekawość, czy aby ich idol nie znalazł sobie drugiej połówki.
Chociaż znałam prawdę lepiej niż ktokolwiek inny na świecie, to ciekawiło mnie, co tak naprawdę on myśli, czuje. Chciałam wiedzieć co powie, jednak… Przecież to gwiazda, osoba publiczna i może całkiem co innego sprzedać prasie, tylko w celu rozgłosu albo zatajenia tego i owego.
-Widzę, że informacje szybko się rozchodzą… - zaczął chłopak. Widać było po nim, że jest spięty, że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Napięte mięśnie twarzy, czy też nerwowa zabawa bawełnianą bransoletką. Tak wiele go zradzało a w szczególności oczy, pełne uczuć a jednocześnie zagubienia. Obaw, że co by nie zrobił może coś zepsuć. Brunet niepewnie przygryzł dolną wargę. Rozważał, myślał nad każdym słowem, które za chwilę wypowie.
­-Wiesz, że jak nie chcesz, to nie musisz odpowiadać –ciszę przerwał Liam, który dotykając ramienia przyjaciela chciał mu nadać otuchy. Sprawić, żeby ten nie czuł się samotny w tym świecie, który żył tylko pikantnymi ploteczkami z życia gwiazd.
-Spoko Li, czego nie robi się dla fanów – brunet spojrzał na swojego pocieszyciela i po chwili ponownie odwrócił się w stronę prowadzących. –Zapewne wszyscy mają na myśli Ann… ­-zaczął, jednak po wypowiedzeniu mojego imienia zatrzymał się na chwilę. Na jego usta wstąpił delikatny uśmiech a po moim ciele przeszła gęsia skórka, która już od pewnego czasu chciała wyjść na wierzch, dając upust emocjom. Widziałam jak w oczach chłopaka pojawiły się wesołe ogniki, które mogły oznaczać wszystko, każdy moment spędzony razem, albo też radość, że ludzie się nim interesowali. ­– Cóż ludzie lubią gadać i roznosić plotki, jednak prawda jest taka, że my oboje znamy się niespełna tydzień, nawet nie. Chodzimy do jednej szkoły i jakoś tak się złożyło, że przez przypadek mieliśmy przyjemność się poznać… - widziałam jak chłopak wypowiadając każde kolejne słowo uśmiecha się coraz szerzej, widziałam jak cieszy się na myśl o tych wspomnieniach i… Czułam, że moja prywatność została sprzedana mediom. Czułem się taka pusta i publiczna. Miałam wrażenie, że to co wydarzyło się w ostatnim czasie nie będzie już tylko moje, moje i Zayna, a cały świat będzie o tym mówił. Portale społecznościowe będą tworzy coraz to nowsze historie na nasz temat, a ludzie, którzy nie mają prywatnego życia, przeobrażając to w plotki będą ingerować w nasze sprawy. ­­– Spędzamy razem wiele czasu, gdyż dogadujemy się ze sobą. Ann jest jedyną osobą w Bradford, która widząc mnie nie rzuciła mi się na szyję jak opętana fanka… ­-chłopak przerwa na chwilę, zastanawiając się co dalej może powiedzieć – Zapewne już wiele portali plotkarskich pisało na temat naszego związku, że jesteśmy parą i tym podobne, jednak proszę was o jedno, dajcie nam spokój. Jestem nastolatkiem, chodzę do szkoły i mam znajomych, czy gdy będę gadał z jakimś kolegą, to też weźmiecie nas za parę? Jeżeli kiedykolwiek znajdę sobie moją drugą połówkę, to was o tym poinformuję osobiście… - uśmiechnął się delikatnie do prowadzącej, która nic nie mówiąc tylko skinęła delikatnie głową i zaczęła czytać kolejne pytanie, jednak ja nie słuchałam.
Zszokowana siedziałam na żółtej, skórzanej kanapie i przetwarzając kolejny raz każde słowo chłopaka starałam się poukładać sobie wszystko w głowie. Nie mogłam nic zrozumieć, pojąć. Jak to możliwe, że przez jedną znajomość stałam się osobą publiczną? Jak to możliwe, że ludzie pisali o mnie różne plotki, chociaż nie znali prawdy. Nie, to był sen. To nie działo się naprawdę. Przecież to ja, Ann Lee-Palmer, szesnastolatka z Dublinu, która niczym nie wyróżnia się w tłumie. Żyje swoim życiem, ze swoimi problemami i nie chce rozgłosu. Rozgłosu, który mógłby mnie zniszczyć. Ja nie chcę tego wszystkiego, chcę żyć jak przystało na dziewczynę bez masy plotek i kłopotów związanych z ludźmi, którzy będą chcieli się zbliżyć do mnie tylko z powodu tego całego zespołu.
Odetchnęłam głęboko. Sama nie wiedziałam, co w tym momencie powinnam ze sobą zrobić. Wywiad z chłopakami trwał dalej, jednak ja już miałam go dość. Ilość informacji, jakich się dzisiaj dowiedziałam, przekraczała już i tak moje oczekiwania. Szybko wyłączyłam telewizor i rozejrzałam po pomieszczeniu. Ogromny zegar naścienny wskazywał godzinę jedenastą. Poderwałam się z kanapy, jakby poraził mnie prąd i nie patrząc pod nogi po chwili poczułam, że moje nagie, zimne od nerwów stopy stoją w czymś mokrym. No tak! Miska ze śniadaniem. Cichy jęk wydobył się z moich ust. Całkowicie zapomniałam o naczyniu z jedzeniem, które w przypływie emocji wylądowało na podłodze tuż przed kanapą. Westchnęłam cicho i zaczęłam sprzątać. Zaczęłam naprawiać jeden z błędów, który popełniłam przez tych ludzi. Ile ich jeszcze było? Sama nie wiem.
Całą sobotę i niedzielę spędziłam na rozważaniu. Rozmyślaniu co zrobiłam źle, gdzie popełniłam ten głupi błąd, który sprawił, że chłopak mi nie zaufał, nie powiedział od razu, prawdy o sobie. Czy naprawdę, wyglądałam na taką egoistkę? Dopiero teraz zrozumiałam jego słowa w stołówce. Ten narcyzm, którym się otaczał, te spojrzenia innych dziewczyn, które chciały mnie zabić za każdą rozmowę jaką z nim odbyłam. On był kimś i się z tym krył, bardzo dobrze zataił to przede mną. Zdarzało się, że dawał mi pewne sygnały, przecież, który chłopak idąc ulicą nuci piosenkę boy bandu i uśmiecha się przy tym od ucha do ucha. Który chłopak słysząc niepochlebne opinie na temat utworu jakiegoś zespołu przeżywa taką wojnę ze sobą, traci radość w oczach i ma wrażenie, że czemuś zawinił? Chociaż, Zayn nigdy nic na ten temat nie wspominał to można był zobaczyć jak emocjonalnie reaguje na każdą sprawę związaną z One Dircetion, jak boli go słuchanie mojego narzekania na temat młodych gwiazdeczek, które chciały się wybić za pomocą telewizyjnego show. Raniłam go swoimi słowami, nieświadoma tego z kim rozmawiam. Raniłam go, a on ciągle miał ochotę ze mną rozmawiać. Jak mogłam? Jak mogłam, nie zauważyć tego wszystkiego? Jak mogłam być taka ślepa?
Jeszcze nigdy nie czułam takiego żalu. Nigdy nie czułam się tak podle, zarówno zdradzona przez osobę, która mi nie ufała oraz przez samą siebie. Podłe poczucie dawało się we znaki. Dwie nieprzespane noce i zły nastrój dosłownie ode mnie emitowały na kilak kilometrów. Nawet ciocia i wujek się do mnie nie zbliżali. Nie zadawali żadnych pytań ani nie próbowali poprawiać humoru. Dali mi spokój, postanowili powstrzymać się od jakichkolwiek działań i chyba musieli też zlecić to swoim pociechom, gdyż Margo i Kevin starali się unikać rozmów ze mną. Pozwolili mi samej w świętym spokoju dotrzeć do szkoły. Nie nalegali żebym jechała z nimi. Dali wolną rękę, która w tym momencie była jedynym czego potrzebowałam. Potrzebowałam wolności i czasu, musiałam to wszystko sobie przemyśleć i poukładać. Musiałam pogodzić się z tym jak trudnym przypadkiem jestem i zrozumieć, że moje życie to jedna wielka katastrofa.
Chociaż dostałam wymarzoną wolność, to samotność jaką zastałam w szkole była przygnębiająca. Sama tego chciałam, sama unikałam miejsc, w których mogłam spotkać Malika. Unikałam jakichkolwiek kontaktów z tym człowiekiem. Praktycznie każdą przerwę spędzała w bibliotece, miejscu, które Zayn omijał szerokim łukiem, gdyż jak to kiedyś sam stwierdził: „Zbyt trudne jest dla mnie przebywanie w miejscu, gdzie wiedza nie ma końca.”, za każdym razem uśmiechałam się wspominając jego słowa. Chociaż był gwiazdą znaną na całym świecie, to jednak sława go nie zepsuła. Nadal myślał jak człowiek, a nie maszyna do zarabiania pieniędzy.
Przedostatnia lekcja właśnie dobiegła końca a ja, niczym ten duch, kolejny raz starałam się przedostać do szkolnej czytelni. Przemierzając szkolne korytarze, jak szalona oglądałam się na prawo czy lewo w obawie, że gdzieś w pobliżu może znajdować się Zayn, człowiek z którym rozmowa w tym momencie mogłaby okazać się dla mnie jedną z najtrudniejszych w życiu.
Właśnie dochodziłam do biblioteki kiedy na horyzoncie, w drugim końcu korytarza zamajaczyła mi roześmiana twarz chłopaka. Brunet stojąc bokiem w moją stronę, rozmawiał ze znajomymi.
-Cholera – przeklnęłam pod nosem. Cała grupka znajdowała się pod głównym i jedynym wejściem do sali. Nie było szans żebym przemknęła obok nich niezauważona. Poczułam jak na plecach powoli zaczyna się tworzyć gęsia skórka. Nie miałam czasu, musiałam coś zrobić jeżeli nie chciałam aby doszło do jakiejkolwiek konfrontacji z tym człowiekiem. Jeżeli nie chciałam żeby moje całodniowe starania poszły na marne. Gwałtownie odwróciłam się w kierunku z którego chwilę temu przyszłam. Moim oczom ukazały się uchylone drzwi do jednej z klas. Szybkim krokiem podeszłam do nich i przyciągając w swoją stronę, zajrzałam do środka. Pomieszczenie okazało się salą muzyczną, w której znajdowało się kilka instrumentów. Najwyraźniej ktoś musiał sobie ćwiczyć i zapomniał o zamknięciu pomieszczenia.
-Idealnie – szepnęłam wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. Niewielka sala przywitała mnie znajomym zapachem starego drewna oraz tuszu, zapachem którym pachniało praktycznie każde pomieszczenie w tej szkole, oczywiście pomijając pływalnie, stołówkę, salę gimnastyczną, szatnię i bibliotekę, które miały zarezerwowane swoje własne zapachy. Położyłam czarną torbę na jednym z krzeseł i zaczęłam spacerować po pomieszczeniu. Masa kabli walała się po podłodze, każdy był podłączony jednym końcem do jakiegoś instrumentu, natomiast drugim do wzmacniacza. Oczywiście pomijając sprzęty elektryczne, które w przewadze były gitarami znajdowała się tam także średniego rozmiaru i jakości perkusja oraz pianino. Wspaniałe brązowe pianino, które aż krzyczało żeby na nim pograć. Błagało żeby ktoś się zlitował i wydobył z niego chociaż jeden dźwięk. Zahipnotyzowana urokiem instrumentu, niespiesznie usiadłam na niewielkiej ławeczce i dotknęłam białych klawiszy. Delikatnie, żeby najpierw oswoić się z ich zimnem oraz teksturą. Wciągnęłam głęboko powietrze i mocniej przyciskając kilka z nich, zagrałam fragment piosenki, która była ostatnią wygraną przeze mnie. Jak dziś, pamiętam moment kiedy łzy spływały mi po policzkach a ja grałam „Ostatnie pożegnanie” napisane przez tatę. Pamiętam dzień pogrzebu, pamiętam jak wtedy kolejny raz umarła we mnie jakaś cząstką. Od chwili mojego ostatniego występu, nie miałam możliwości zagrać jeszcze raz, aż do dzisiaj. Gładząc delikatnie jedną dłonią klawisze instrumentu, zastanawiałam się co mogę zagrać. Potrzebowałam utworu, który w odpowiedni sposób będzie odzwierciedlał wszystkie moje uczucia. Utworu, który pomoże mi wreszcie wyrzucić z siebie to wszystko.
-Near to you– szepnęłam cicho a serduszko zabiło szybciej. Kolejny raz odetchnęłam głęboko a pierwsze dźwięki wydobyły się z ogromnego sprzętu, idealnie rozchodząc się po pomieszczeniu. Piosenka, A Fine Frenzy działała na mnie jak narkotyk, oczarowywała swoją delikatnością i idealnością, zarówno muzyka jak i słowa były niczym odzwierciedlenie tego co czułam - Such pain as this shouldn't have to be experienced I'm still reeling from the loss, still a little bit delirious – zanuciłam cicho fragment zwrotki. Pierwszy raz od wypadku wyrażałam swoje uczucia poprzez muzykę, pierwszy raz pokazywałam jak wiele straciłam, nic nie mówiąc. Kiedy utwór dobiegał końca po moim ciele przeszła gęsia skórka, obok mnie, na niewielkiej ławeczce poczułam czyjąś obecność. Znajomy zapach męskich perfum, zaatakował moje nozdrza, a serce znowu zaczęło szaleć.
‘Znalazł mnie?! Jak kto możliwe?! Dlaczego teraz?!’, atakowałam się masą pytań, na które nie było odpowiedzi.
Piosenka dobiegła końca a ja drżącymi rękoma przejechałam po białych klawiszach żeby po chwili spojrzeć w stronę okna, w przeciwnym kierunku do tego, w którym znajdował się chłopak. Niemiarowy oddech zaczynał stawać się męczący, a drżenie rąk czynnością nie do opanowania.
-Cześć – usłyszałam ciepły głos chłopaka, a po moim ciele przebiegła kolejna fale dreszczy, które wstrząsnęły mną delikatnie. – Dlaczego mnie unikasz? – zapytał, a ja gwałtownie odwróciłam się w jego stronę. Moja twarz nie wyrażała żadnych uczuć, oczy przepełnione smutkiem spoglądały na chłopaka, który jeszcze chwilę temu emanował radością a teraz, zdezorientowany starał się zrozumieć co tak naprawdę mnie gryzie. – Coś się stało? – zapytał z troską w głosie. Wciągnęłam głęboko powietrze i pierwszy raz, w dniu dzisiejszym, postanowiłam spojrzeć prosto w czekoladowe tęczówki Malika.
-Czym, tak właściwie, jest dla ciebie zaufanie? – zapytałam a mój głos jak i spojrzenie nadal były wyprane z jakichkolwiek uczuć. Chłopak wzdrygnął się lekko i zmieszany obrotem sprawy starał się nie odwrócić wzroku, chociaż widziałam, że jest to dla niego niełatwe wyzwanie.



*Wiem, że pierwsza płyta chłopaków została wydana w listopadzie 2011 roku a na blogu mamy styczeń 2012 jednak naciągnęłam trochę fakty na potrzebę opowiadania. 
______________________________________________________
Cześć wszystkim. W ten deszczowy, majowy dzień pragnę na wsza ręce przekazać kolejny już rozdział mojego opowiadania, kolejną część historii Ann Lee-Palmer. Mam nadzieję, że spodoba się ona chociaż jakimś nielicznym jednostkom. Mnie osobiście ta część nie zachwyca, myślałam, że wyjdzie to dużo lepiej i dobija mnie świadomość, że się nie spisałam. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć tego mi za złe ponieważ nie potrafię tego poprawić, nie wiem co się ze mną dzieje. Możliwe, że mój seudo talent uciekł? Sama nie wiem.
Chciałambym wam wszystkim podziękować za cierpliwość, za to, że czytacie i komentujecie ponieważ ostatni rozdział, dzięki wam osiągnął liczbę 20 komentarzy i 119 wyświtleń. Dziękuję za te liczby, które dla was znaczą niewiele a dla mnie są całym światem ponieważ świadczą tylko o tym, że czytacie, że jesteście i jak piszecie, że się podoba to w ogóle cieszę się jak wariatka. Dziękuję za każde pochlebne słowo gdyż to one mnie motywują do tworzenia kolejnych części tej mojej 'Mody na sukces'.
Jesteście wspaniali wszyscy razem i każdy z osobna, każda osóbka, kóra napisze chociażby jedno słowo jak i ta, która zawali mnie długim rozważaniem. Nie ukrywam, uwielbiam czytać wasze monologi na temat tego opowiadania. Zawsze znajdę w nich coś zastanawiajacego, rozśmieszającego czy też naprowadzającego na następny rozdział. Jesteście wspaniali. Dziękuję ♥
No i jak zawsze największe podziękowania kieruję w stronę Gabrielle, która w ostatnim czasie dużo nasłuchała się na temat mojego braku weny. Dzięki, że mnie znosisz i błagam nie zabijaj z tą beznadzieję ♥.